
Cracovia Maraton odbył się dwa tygodnie temu. Mój wyjazd do Krakowa był jednak dopiero początkiem podróży. Po powrocie okazało się, że mój odpoczynek trwał zbyt długo i kilka najbliższych tygodni będą dla mnie bardzo pracowite. Planowałam stworzenie relacji z maratonu, ale już zbyt wiele szczegółów ucieka mi z pamięci...
- Maraton ukończyłam. Mam mieszane uczucia, bo kawałek za połówką mimo stabilizatora zaczęły się problemy z moim kolanem, ostatnie kilometry pokonałam rwanym marszobiegiem głównie dzięki wsparciu dwójki biegaczy (Iza, Michał, dzięki!) i choć spokojnie zmieściłam się w limicie czasu maraton ukończyłam, ale nie czuję, że go przebiegłam. Maraton zostawił po sobie ogromny niedosyt..
- Atmosfera całego wydarzenia była niesamowita. Bawiłam się świetnie już od soboty, miałam faktycznie wrażenie, że biorę udział w biegowym święcie.
- Poza samą biegową otoczką świetne było wrażenie robienia czegoś niesamowitego- mam na myśli akcję 42doszczęścia.pl! Poznałam mnóstwo świetnych ludzi, z którymi spędziłam większość czasu zarówno przed, w czasie jak i po biegu. Niesamowita ekipa, niesamowite wydarzenie, mnóstwo pozytywnej energii i wrażenie, że robimy coś na prawdę ważnego! Nie wiem czy jeszcze kiedykolwiek podczas biegu będę mogła liczyć na coś takiego.
- Mimo to nie będę chyba na razie kolejnym biegaczem, który co tydzień/miesiąc jeździ na zawody biegowe, aż tak mi się nie spodobało. ;)
- Problem z kolanem okazał się na tyle poważny, że od maratonu nie biegam. Biegnąc przez ponad 20 kilometrów usiłując odciążyć kolano nadwyrężyłam prawdopodobnie mięsień. W najbliższym czasie mam nadzieję otrzymam dokładną diagnozę, a leczenie będę mogła połączyć z treningami, bo...
- ...w październiku planuje start w moim rodzinnym mieście. Na Poznań Marathon wystartuje z numerem startowym 63 i już teraz czuje się dużo pewniej w związku z tym startem mimo, że zostało do niego nieco ponad 4 miesiące, a ja na razie nie mogę zacząć treningów. Czuje, że tym razem będę na prawdę gotowa na 42,195km.