Generalnie zielone koktajle zaskakują już głównie wielbicieli golonki i piwa. Połączenie szpinaku z bananem to już dla moich kubków smakowych klasyka. Zastanawiałam się jak urozmaicić moje koktajle, eksperymentowałam na różnych rodzajach zieleniny- jarmużu, szpinaku, pietruszce, kiełkach, roszponce czy (zdecydowanie nie polecam) rukoli. Później przyszedł czas na próby z zielonymi warzywami, których brakuje mi trochę na co dzień.
Koktajle to świetny posiłek po wieczornych treningach, kiedy zdecydowanie nie mam już ochoty na jedzenie. Żeby dostarczyć sobie białka próbowałam z odżywką białkową, ale kusiło mnie spróbować wymyślić mniej przetworzony zamiennik. I tak pewnego kwietniowego (zimowego) popołudnia podjadając ugotowaną fasolę prosto z garnka stwierdziłam, że w sumie jest słodka... I może by tak zmiksować ją w koktajlu?
Dziś wersja druga, banalna z czarną fasolą.
Przepis jest banalny:
1 banan
pół szklanki fasoli
pół szklanki mleka (u mnie owsiane)
Całość miksujemy/blendujemy, dorzucamy lodu i delektujemy się potreningowym przysmakiem.
Smacznego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jedzenie. Pokaż wszystkie posty
Wiosna #1 Wegańska redukcja
![]() |
| fot. vegefit |
Pierwszym wiosennym punktem z planu do realizacji jest zmiana diety na redukcyjną. Po przejrzeniu dziesiątek gotowych planów posiłków, zasad kilku popularniejszych sposobów odżywiania, przeczytaniu wielu artykułów, tematów na forach internetowych i obejrzeniu wielu filmów na temat odżywiania oraz próbach odchudzania poprzez drastycznemu ograniczeniu kalorii, stosowaniu zasad popularnej diety south beach czy też przeliczaniu każdego grama jedzenia na białka, węglowodany i tłuszcze przez miesiące (!!!) udało mi się wyciągnąć wiele wniosków.
- Większość diet, które próbowałam... Działa! Dziwne, prawda? Jednak z reguły działanie jest krótkofalowe- udawało mi się wytrzymać kilka dni, czasem tygodni, czego efektem było ogólne osłabienie- niestety nie tylko woli, ale też organizmu. Po tym czasie wracałam do większości starych nawyków i kolejnych kilogramów.
- Większość diet, które znajdziesz w internecie, książkach czy gazetach nie nadaje się dla wegetarian. Nie wierz, że wystarczy zamienić porcję mięsa na kotlet sojowy czy fasolę jak czasem głoszą dopiski w kolorowych rubryczkach z boku. Nie wystarczy, próbowałam.
- Większość proporcji białek, tłuszczy i węglowodanów sugerowanych jako dzienne zapotrzebowanie jakie możesz znaleźć korzystając z internetu pewnie się u Ciebie nie sprawdzą. Zapotrzebowanie na białko w żadnym okresie życia nie przekracza 20% dziennego zapotrzebowania energetycznego, a w większości bilansów białek/węglowodanów/tłuszczy (BWT) poleca się go najczęściej dużo więcej! Dlaczego? Wiąże się to prawdopodobnie ze źródłem tego typu wyliczeń używanych na forach internetowych związanych ze sportami siłowymi (szczególnie kulturystycznych), a do utrzymania masy mięśni potrzeba dużo mniej białka niż do jej budowy. I ignorowania dopisku, że wyliczone proporcje należy dostosowywać do własnych potrzeb, ale to oddzielna kwestia.
- Im bardziej restrykcyjna dieta tym większe stanowi obciążenie psychiczne i łatwiej wpaść w problem jedzenia emocjonalnego. Zjadanie problemów niestety nie jest mi obce, ale zaczęłam rozumieć jak działa ten mechanizm i jest on mocno związany ze skokami cukru we krwi oraz wieczornym "apetytem", co skutkuje gorszym samopoczuciem i wewnętrznemu hejtowaniu jedzenia, co rodzi jeszcze więcej stresu.
- Wszystkie na pozór banalne zdania o jedzeniu, które prawdopodobnie dziesiątki razy czytałeś/łaś i zignorowałeś/łaś są świetnie i przemyślenie ich może być impulsem do zmian. Jesteś tym czym jesz. Niech jedzenie będzie Twoim lekarstwem, a lekarstwo jedzeniem. I tu dochodzimy do najważniejszego wniosku, czyli...
- Jest jeden sposób, który działa zawsze. Od momentu od kiedy zaczynam go stosować do momentu w którym nieopatrznie przestaje- jedzenie prawdziwego jedzenia. Prawdziwego, czyli takiego, które nie ma składu zawierającego związki chemiczne, których nazw nie potrafisz przeczytać. A najlepiej takie, które nie ma w ogóle składu. Kosztuj, podziwiaj, fascynuj się, zachwycaj prawdziwym jedzeniem i reakcją swojego ciała, kiedy na prawdę je odżywiasz. Całe to eating clean z którym często możesz się spotkać na anglojęzycznych blogach dotyczących fitnessu ma sens!
- Kiedy choruje zwracam bardzo uwagę na to co jem- staram się dostarczyć sobie jak najwięcej wartości odżywczych zwracając uwagę na to, żeby odciążyć układ pokarmowy, żeby mój organizm mógł spożytkować wszystko co mu dostarczam na walkę z chorobą, a nie trawienie. Przy okazji zauważałam dodatkowe profity w postaci poprawy stanu cery i lepszego trawienia. Dlaczego więc nie jeść tak na co dzień?
- Najważniejsze- to co będę jeść, będzie głównie prawdziwym jedzeniem...
- ...najlepiej surowym.
- Ograniczę cukier, nie będę przesadzać z ilością owoców.
- Zostanę przy kilku filiżankach kawy i herbaty tygodniowo...
- ...i dużej ilości wody i naparów ziołowo-owocowych codziennie.
- Postaram się odseparować jedzenie od nastroju tak bardzo jak to tylko możliwe.
Proste, prawda? Ciekawe, że w praktyce zawsze wychodzi trochę bardziej skomplikowanie...
#2 śniadanie
Jestem pozbawiona aparatu, więc zdjęcie (zrobione kamerą internetową, szaleństwo!) mojego śniadania zamieszczam w wersji pomniejszonej- oryginalny rozmiar nawet mnie straszy obrzydliwą jakością.
W misce mieszanka sałat z kiełkami, na talerzu pomidor i marynowane tofu <3. Do tego herbatka i woda.
Przez ostatnie dni załatwiałam zaległe sprawy na uczelni w tym jeden z egzaminów, do którego nie mogłam przystąpić w pod koniec semestru. Ostatni tydzień sierpnia spędziłam w bibliotece, gdzie nie ukrywam przez pierwsze dni powpadało trochę nieplanowanego jedzenia, a ilość godzin spędzonych nad książkami skutecznie wysysała ze mnie całą energię, której nie starczyło mi na ćwiczenia... Właściwe głównie spałam i przesiadywałam w bibliotece, a na dzień przed egzaminem byłam już tak wyczerpana, że łączyłam jedno z drugim... Z innych żali osobistych- siłownia na którą chodzę podwyższyła ceny... Wcześniej płacenie za karnet solidnie nadwyrężało mój budżet, teraz opłata miesięczna to dla mnie niestety czyste szaleństwo.
Cóż... Pozostaje mi ćwiczenie w domu i cieszenie się początkiem jesieni!
A Wy? Co zjedliście na śniadanie?
W misce mieszanka sałat z kiełkami, na talerzu pomidor i marynowane tofu <3. Do tego herbatka i woda.
Przez ostatnie dni załatwiałam zaległe sprawy na uczelni w tym jeden z egzaminów, do którego nie mogłam przystąpić w pod koniec semestru. Ostatni tydzień sierpnia spędziłam w bibliotece, gdzie nie ukrywam przez pierwsze dni powpadało trochę nieplanowanego jedzenia, a ilość godzin spędzonych nad książkami skutecznie wysysała ze mnie całą energię, której nie starczyło mi na ćwiczenia... Właściwe głównie spałam i przesiadywałam w bibliotece, a na dzień przed egzaminem byłam już tak wyczerpana, że łączyłam jedno z drugim... Z innych żali osobistych- siłownia na którą chodzę podwyższyła ceny... Wcześniej płacenie za karnet solidnie nadwyrężało mój budżet, teraz opłata miesięczna to dla mnie niestety czyste szaleństwo.
Cóż... Pozostaje mi ćwiczenie w domu i cieszenie się początkiem jesieni!
A Wy? Co zjedliście na śniadanie?
Foto menu
Trochę zdjęć jedzenia z moich ostatnich 3 dni:
Niedziela:
pieczona papryka z jajkiem, soczewicą i przyprawami
kurki z jajkiem, tofu wędzone, rzodkiewki i kiełki brokuła
jogurt z wiórkami kokosowymi (na zdjęciu tylko jedna filiżanka, zjadłam dwie)
Poniedziałek:
kurki z cebulą i pietruszkowym pesto, twaróg z olejem lnianym i tym samym pesto
fasolka, ogórek, rzodkiewki i twaróg z rzodkiewką i szczypiorkiem
sałata z tofu, i smażonymi kurkami razem z cukinią, pestkami dyni, pietruszkowym pesto i kurkumą
jogurt z migdałami i cynamonem
Wtorek:
szpinak, tofu marynowane, kiełki rzodkiewki, żółta papryka
twaróg z olejem lnianym i kiełkami, kalarepa, pomidory koktajlowe
Jestem pewna, że w niedziele jeszcze coś jadłam, bo podejrzanie mało tego. Do tego wieczorem pijam len (na włosy)... Dziś wysiadła mi bateria w aparacie, więc nie udało mi się wykonać więcej zdjęć. Generalnie jadam ostatnio to, co mogę szybko zrobić, stąd raczej nie znajdziecie u mnie inspiracji na wyszukane dania, stawiam raczej na połączenia tego co nie wymaga długiego przygotowania, będzie zdrowe i smaczne.
Obiady jednoskładnikowe
Często nie mam ochoty/czasu na tworzenie skomplikowanego posiłku, zawierającego wiele składników. Jako przekąska sprawdzają się posiłki jednoskładnikowe czyli serek wiejski, owoc, jogurt itp. Ale żeby tak obiad? Nie jest to może wspaniały, pełnowartościowy posiłek, ale na pewno sprawdza się w sytuacjach kryzysowych czyt. napadach lenistwa.
Najlepiej w tej kategorii sprawdzają się chyba wszelkie warzywa strączkowe, z produktów pochodzenia zwierzęcego najlepiej w tej kategorii sprawdzą się jajka. Myślę, że całkiem nieźle sprawdza się też bakłażan, cukinia, dynia... Poniżej jednak zamieszczam moją absolutną trójkę ulubieńców.
Do absolutnych ulubieńców w tej kategorii zaliczam pieczoną ciecierzycę. Nie załapała się niestety na zdjęcie... Nigdy. :) W jej przypadku ciężko jest poczekać. Sposób przygotowania jest banalnie prosty- ciecierzycę z puszki lub ugotowaną (z puszkowej nigdy nie korzystałam, gotuję ok. 100-150g) mieszamy z łyżką ulubionego oleju i wybranymi przyprawami- sprawdza się wszystko co próbowałam- zioła, papryki, przyprawy korzenne... Wrzucamy na papier do pieczenia i pieczemy w 190'C około pół godziny przerzucając jakiś czas. Ta ciecierzyca nadaje się też jako przekąska (zdrowszy i smaczniejszy odpowiednik orzeszków ;D), składnik sałatek.
W ten sam sposób można też przygotować tzw. orzeszki sojowe, z tym że najlepiej smakują bez przypraw, za to z większą ilością tłuszczu i solą. I pieczemy je trochę krócej.
Całkiem niezła jest też cukinia- tutaj akurat niezbyt udana próba zrobienia frytek z cukinii w piekarniku, jednak te z patelni smakują dużo lepiej. Cukinia z grilla jest rewelacyjna, jednak najczęściej jadam po prostu lekko podsmażoną z przyprawą do ziemniaków.
I ostatnie "danie"- zielona soczewica. Próbowałam różnych wariacji- zupy, kotlety, sałatki, farsze, jednak najsmaczniejsza jest ugotowana i doprawiona garam masala.
Dopisek osobisty: Muszę się jednak przyznać, że gubienie wagi w moim przypadku zakrawa o śmieszność. Od ostatniego ważenia przytyłam i to całkiem sporo. Nie wiem w jakiej części to woda, ale w najbliższym czasie muszę pilnować co i w jakich ilościach ląduje na moim talerzu.
Najlepiej w tej kategorii sprawdzają się chyba wszelkie warzywa strączkowe, z produktów pochodzenia zwierzęcego najlepiej w tej kategorii sprawdzą się jajka. Myślę, że całkiem nieźle sprawdza się też bakłażan, cukinia, dynia... Poniżej jednak zamieszczam moją absolutną trójkę ulubieńców.
Do absolutnych ulubieńców w tej kategorii zaliczam pieczoną ciecierzycę. Nie załapała się niestety na zdjęcie... Nigdy. :) W jej przypadku ciężko jest poczekać. Sposób przygotowania jest banalnie prosty- ciecierzycę z puszki lub ugotowaną (z puszkowej nigdy nie korzystałam, gotuję ok. 100-150g) mieszamy z łyżką ulubionego oleju i wybranymi przyprawami- sprawdza się wszystko co próbowałam- zioła, papryki, przyprawy korzenne... Wrzucamy na papier do pieczenia i pieczemy w 190'C około pół godziny przerzucając jakiś czas. Ta ciecierzyca nadaje się też jako przekąska (zdrowszy i smaczniejszy odpowiednik orzeszków ;D), składnik sałatek.
W ten sam sposób można też przygotować tzw. orzeszki sojowe, z tym że najlepiej smakują bez przypraw, za to z większą ilością tłuszczu i solą. I pieczemy je trochę krócej.
Całkiem niezła jest też cukinia- tutaj akurat niezbyt udana próba zrobienia frytek z cukinii w piekarniku, jednak te z patelni smakują dużo lepiej. Cukinia z grilla jest rewelacyjna, jednak najczęściej jadam po prostu lekko podsmażoną z przyprawą do ziemniaków.
I ostatnie "danie"- zielona soczewica. Próbowałam różnych wariacji- zupy, kotlety, sałatki, farsze, jednak najsmaczniejsza jest ugotowana i doprawiona garam masala.
Dopisek osobisty: Muszę się jednak przyznać, że gubienie wagi w moim przypadku zakrawa o śmieszność. Od ostatniego ważenia przytyłam i to całkiem sporo. Nie wiem w jakiej części to woda, ale w najbliższym czasie muszę pilnować co i w jakich ilościach ląduje na moim talerzu.
Jedzenie!
owsianka z truskawkami
kanapka z awokado, ogórek, kalarepa
mate, domowa drożdżówka z truskawkami (x2)
szparagi, czerwona fasola, domowy chleb razowy
...czyli moje dzisiejsze jedzenie było by perfekcyjnie gdyby nie pewne idealne drożdżówki.













